Kontakt

ZSP w Bytyniu, 64-542 Bytyń

061 2918700

sp@bytyn.pl

Prezentacja o szkole

Zapraszamy do obejrzenia prezentacji o szkole

Link do prezentacji

Piątek trzynastego

16-03-2015
 

            W noc z piątku trzynastego na sobotę czternastego lutego b.r. członkowie koła twórczości Hand Made Studio wraz z prowadzącą, panią Joanną Minta i jej córką Anią, urządzili sobie nocowanie w szkole… Z początku wydawało się, iż jest to zwykły termin, czyli piątek przed feriami zimowymi, jednakże kiedy uświadomiliśmy sobie, iż jest to piątek trzynastego, obleciał nas strach… No, bo niby nikt z nas nie wierzy w pecha, zabobony i inne takie, ale każdemu z nas niezbyt dobrze się taki piątek wspomina…

            Na dzień dobry – stres: zajeżdżam pod szkołę, a tam ciemno! Żadnych świateł na korytarzu, w klasach, czy gdziekolwiek. Stoi sobie w mroku budynek szkoły, ciemny, ponury, cichy… Wiedziałam, że będę ostatnia, więc zdziwiona nieco zaparkowałam i wysiadłyśmy.
O co chodzi? Gdzie dzieciaki?! Otwieramy z Anią drzwi – ciemno, korytarz zalany upiornym czerwonym światłem elektronicznego zegara na wejściu, cisza głucha nas powitała… A gdzie pracownicy, którzy powinni jeszcze tu być? Czy na parkingu stał ich samochód? – milion myśli na minutę przelatywało mi przez głowę… Ania spytała nawet czy nie pomyliłam tych piątków i chociaż czekała na nocowanie cały tydzień, zwątpiła. Nagle… z ciemności za nami wyskoczyło na nas z dzikim wrzaskiem siedem upiornych duchów! Dobrze, że stal moich nerwów całkiem nie skruszała, bo przecież bez opiekuna nie można nocować! Pan Paweł
z panią Grażynką wyszli zza innych zamkniętych drzwi i na widok naszych min uśmiali się za cały tydzień pewnie!

Później wszystko przebiegało zgodnie z planem i w miarę normalnie… Rozpoczęliśmy od długo wyczekiwanych warsztatów decupage. Puszki, farby, kleje i inne mazidła przygotowane były, jednakże był to nasz pierwszy raz! Żeby było śmieszniej – mój także. Stwierdziłam, że nawet jak nic nam nie wyjdzie, to przecież puszkę pomalować i kawałek serwetki nakleić, to chyba damy radę. Ale zachciało nam się pękających zdobień i z rozpędu, radości i niecierpliwości, żadne z nas nie przeczytało etykiety i dzielnie suszyliśmy podkład pękający… Tak starannie, że się nawet jedna suszarka nieco stopiła… A spękania… no cóż – nie wyszły, bo się podkładu tego nie suszy… Ale jak doczytałyśmy, to już właściwie jakby za późno było… Cóż, w końcu był piątek trzynastego… Nie zmienia to jednak faktu, że każde z nas było zadowolone z osiągniętego efektu. Pudełeczka na biżuterię były przepiękne!

Z tej radości Natalia wyjęła gitarę i grała, a my śpiewaliśmy…

Potem malowałyśmy pastelami na koszulkach. Takimi specjalnymi – do tkanin – załatwionymi ciężko przez koleżankę. Wyciągam instrukcję… - języków chyba ze dwadzieścia i żaden nie brzmi, ani nie wygląda znajomo… Żeby chociaż po angielsku, to byśmy coś razem… ale nie! Żmijki arabskie, rysunki chińskie jakieś, cuda wianki na kiju i ani jednej instrukcji obrazkowej dla blondynek!!! No to wyszło potem, że zaprasować trzeba, a każdy z nas ponosił i wyprał… No i kto jest winny? Piątek trzynastego!!!

No to za goździki się wzięliśmy z serwetek, żeby na dzień kobiet coś… To znowu druciki się nam jakoś nie trzymały, zdychał ten goździk na tym zielonym badylu zanim jeszcze się narodził… No co?! Piątek trzynastego!!! Z tego wszystkiego większość poszła śpiewać, bo karaoke, to stały punkt każdego nocowania, a ja i trzy dziewczyny wymyślałyśmy jak tego kwiatka ładnie i zgrabnie na czubku paskudnego drucika zamocować… W końcu się udało!

Z radości też poszłyśmy pośpiewać, żeby rozładować nieco emocje. Swoją drogą – takie karaoke, to świetny trening zastępowania agresji jestJ No, bo słuchasz sobie ulubionej muzyki, hormony szczęścia szaleją z radości, a jeszcze możesz pośpiewać ze znajomymi, zedrzeć gardło, bo nikt nie każe ci być ciszej, wytańczyć się za wszystkie czasy… A potem zjeść najpyszniejszego pączka na świecie upieczonego przez babcię Alicji lub kawałek czekoladowego ciasta mojego autorstwa… Wtedy już ostatecznie wpadasz w ekstazę, z której trudno cię wytrącić… No i profilaktyka zaliczona! HihiJ

Na koniec zabawy – szaleństwo na materacach, straszne historie z Internetu i… pierwszy raz w tym roku poszliśmy spać na chwilę… A, że już był ranek prawie i sobota, czternastego lutego, znaczy zakochana sobota, to nic złego już nam się nie mogło przydarzyć… Prawie… Bo na koniec okazało się, że dostałyśmy nie ten klucz i nie mogłyśmy otworzyć bramy żeby wyjechać samochodem z terenu szkoły… Taki tam walentynkowy prezent… od Piątku Trzynastego…J

                                                                                                          Joanna Minta